W popłochu przystępuję do bezceremonialnego opisu moich wspomnień. W popłochu, bo tak naprawdę pamiętam niewiele. Uporczywie tkwi w mej głowie na trwałe zapisany epizod zmysłowego uniesienia, który z bezwstydną arogancją podporządkowuje sobie moje zmysły. To obraz dzieciństwa podyktowany zapachem pomarańczy. Otóż jestem chyba fetyszystką zapachów. Widzę je niemal przestrzennie i w konkretnych kształtach. Mogę je dotykać. I tak właśnie, kiedy wdycham nozdrzami aromat pomarańczowych owoców, paznokciami pozbawianych swych grubych skór, w głowie automatycznie pojawia się mozaika niezwykłych, dziecięcych przeżyć, naszkicowanych w mojej pamięci kolorową kredką emocji. W przeszłości przeżyłam wszystko to, co z pewnością składa się na wzór idealnego dzieciństwa. Bo takie właśnie było… Oto wspomnienie odwiecznego dylematu wagi trywialnej, wyboru pomiędzy czerwoną a niebieską sukienką, bezsprzeczna i niepodważalna wiara w magię kasztanów, czy radość z podmuchu wiatru przyczepionego do kolorowej kurtki. Wysublimowanie, ze skrzętną powagą, uśmiech szuka miejsca na ustach, na myśl o wytrwałych poszukiwaniach skarbu w otchłaniach siostrzanej kosmetyczki, przekonanie, że świat ma tylko cztery ściany i równie dobrze mógłby kończyć się na fikuśnych obrazkach pokrywających tapetę. To wspomnienie niewinnej miękkości misia, potulnie przytulanego na czas godzin wieczornych. To w końcu nieświadome odkrycie, że cień na ścianie nie jest małą dziewczynką, ale właśnie mną.
Pomarańcze już obrane. Obraz delikatnie rozmywa się i odpływa ku górze, napełniając mnie tym samym słodkim nektarem wspomnień. Po same brzegi.
Pomarańcze już obrane. Obraz delikatnie rozmywa się i odpływa ku górze, napełniając mnie tym samym słodkim nektarem wspomnień. Po same brzegi.
* ah, taki sobie tekst kiedyś napisałam =)
zdjęcia bardzo lubię [choć stare / 2007 rok]
stworzona na niepodobieństwo twardych kamieni
ave!




